wtorek, 8 grudnia 2009

Jest nas już czwórka


W czwartek 3 grudnia o godzinie 6:20 na świat przyszła nasza upragniona córeczka Amelka. Teraz mogę powiedzieć, że mam w życiu już wszystko czego pragnęłam, cudowną rodzinę łącznie z pieskiem. Jesteśmy nareszcie razem. Ten cudowny czwartek i kolejne dni spędzone w szpitalu, bardzo mocno uzmysłowiły mi jak bardzo kocham mojego męża i jak bardzo jest on ważny w moim życiu. Mimo iż Łukasz nie asystował przy porodzie, wyręczyła go moja siostra, przyszła pani doktor, to to w jaki sposób był przy mnie do momentu porodu i po, sprawia że oczy mi się szklą, a głos się łamie. Jesteśmy sobie bliżsi niż dotychczas i chciałabym aby to się już nigdy nie zmieniło. Nigdy jeszcze nie czułam się tak ważna, doceniona, nigdy też wcześniej nie czułam takiego bezpieczeństwa i wsparcia. To cudowne uczucie. Miało być o naszej córeczce, ale jest o Nim i niech tak zostanie.

wtorek, 1 grudnia 2009

Odpoczynek nie dla mnie-czyli kolejna nieprzespana noc

Życzliwi mówią bym wyspała się na zapas, gdyż jak pojawi się Amelka na świecie nie będę miała już na to czasu. Z resztą sen to zdrowie, organizm się regeneruje, nabiera sił. Wspaniała rada!!!Ale jak to słyszę, to chciałabym aby taki życzliwy zamienił się ze mną na jedną noc i spróbował ją przespać. Życzę powodzenia!
Dziś doszło już do tego, że wstając po raz kolejny (w wiadomym celu), byłam gotowa zacząć spacerować po mieszkaniu, byleby ciało przestało boleć i odpoczęło od miażdżącego ucisku spowodowanego leżeniem. Nie jestem "chodzącym wielorybem" jak to mawia mój lekarz, gdyby nie brzuch to nie byłoby wiadomo, że jestem w ciąży, ale mimo wszystko ciężar jaki mi towarzyszy, jest dla mojego ciała w pozycji horyzontalnej, miażdżący (powtórzę się, gdyż słowo to oddaje w 100% to co czuję). W tym momencie na w pół przytomna, jem śniadanie, piję herbatę z czarnej porzeczki z sokiem malinowym, dokarmiam psa resztkami wędliny i udaję, że siedzenie jest dla mnie zbawieniem.

poniedziałek, 30 listopada 2009

Rodzice


Autor zdjęcia: Tygrysssiątko

Zdjęcie wzbudziło sporo kontrowersji na portalu fotograficznym. Obok mojego wielkiego stanu, w oko rzuciła się dymiąca fajka, więc jakiego komentarza można się było spodziewać od osób trzecich "dziecko także będzie palaczem". Ludzie to jednak są nienormalni, małostkowi i zwykli oceniać książkę po okładce. Fajka to tylko rekwizyt użyty dla celów "estetycznych" a, że ku mojej radości, gdyż uwielbiam zapach naturalnego, dobrego tytoniu to już inna sprawa. Całe 9 mc czekałam by znów zobaczyć męża z fajką, co na to poradzę, że to mnie kręci? Cel osiągnięty, wszyscy zadowoleniu, fotograf, mąż i przede wszystkim ja.

Odrobina szaleństwa w kolorze red.


Autor zdjęcia: Tygrysssiątko

Ostatnie tygodnie przed rozwiązaniem obfitują w różnego rodzaju sesje zdjęciowe. Tym razem miałam przyjemność pozować trzem szalonym fotografom, a autorka tego zdjęcia okazała się wyjątkową krejzolką :)
Wparowała do nas z ogromnym uśmiechem na twarzy i siatką pełną rekwizytów. Mi w oko wpadł pluszowy miś, ale niestety nie załapał się  na wczorajszą sesję. Byłam pełna obaw gdy okazało się, że szalona pani fotograf "kazała" mi zarzucić na siebie tą czerwoną halkę...ale jak to jest w reklamie Duluxa, pięknie komponuję się ze ścianą koloru...jagodowego ze śmietaną ;)

sobota, 28 listopada 2009

Piątkowy spacer i sobotnie rozterki


Po wizycie u lekarza na której to dowiedzieliśmy się że godzina "0" jest co raz bliżej, poszliśmy na spacer na bulwar Gdyński :) Spacer nastroił mnie bardzo pozytywnie, chyba nawet zbyt pozytywnie bo troszkę zaczęłam się forsować, na efekt nie trzeba było długo czekać. W nocy okropny ból, skurcz i do rana brak ruchów córeczki... O 11 zadzwoniłam do położnej, z którą nie miałam jeszcze przyjemności rozmawiać. Okazała się bardzo miłą kobietą, dało się słyszeć, że ma wieloletnie doświadczenie i można na niej polegać. Uznała, że warto podjechać do szpitala. Tego się najbardziej obawiałam, bo historie z Izby Przyjęć które opowiadały moje koleżanki, śnią mi się po nocach.
....
Nie było tak źle :) Wynik KTG w normie, USG także, maleńka szykuje się do wyjścia :) Teraz muszę uzbroić się w cierpliwość i na wszelki wypadek w stoper, kartkę i długopis.

wtorek, 24 listopada 2009

Rodzice


Gdyby ktoś pytał, to nie jesteśmy normalni :) Ale myślę, że córka kiedyś nam za to podziękuje :)

Czekamy, chyba mogę powiedzieć "my", bo trudno uzyskać od przyszłego taty jednoznaczną odpowiedź na zadane mu pytanie "kochanie czy cieszysz się?".
No ale czekamy i nie możemy się doczekać, kiedy ten Alien opuści mój brzuch i zamruga do nas zielonymi oczkami. Skąd wiem, że będą zielone? A wiem i tyle.
Na razie to uprawiamy zapasy i trenujemy kick boxing, 1:0 dla Aliena, mój brzuch ...co tu dużo gadać, jest z lekka poobijany i zdeformowany :)
Tato rzecz jasna kibicuje córce i zagrzewa do walki łaskotkami, mi pozostaje liczyć na to, że kiedyś się odegram.