piątek, 17 lipca 2009

Wielka wyprzedaż


W związku z uszczupleniem konta, postanowiłam opróżnić moją szafę. Z reguły tego nie robię, poza charytatywnymi akcjami, ale nie mam wyjścia :) Z resztą przecież lada dzień przestane się mieścić w ubrania ;)
A na zdjęciu ja, mój brzuch i Brunek :)

czwartek, 16 lipca 2009

Co nowego...

Dawno mnie tu nie było. Nadal twierdzę, że błogosławiony stan jest raczej mniej niż bardziej błogosławiony, ale przywykłam do tego. Dni spędzone "samotnie" w domu (samotnie tylko do 17 bo pies się nie liczy) pozwalają pogodzić się z aktualnym stanem i spojrzeć na niego z innej perspektywy.
Moja perspektywa zależy od stopnia natężenia nudy, a że doszła już do maksymalnej granicy, patrzę na mój stan z punktu widzenia zakupoholiczki. Łączę przyjemne z pożytecznym, w końcu WSZYSTKO się kiedyś przyda :) Tak też konto zostało nieco uszczuplone, by nie powiedzieć że znacznie bo mój mąż czyta bloga....a pies nauczył się zajmować sam sobą (spać na kocyku i reagować tylko na dźwięk dzwonka).
Jestem trochę zawiedziona, że nie mogę zwalić mojego zakupoholizmu na zmieniający się rozmiar, bo tak się nie dzieje, więc na dzień dzisiejszy wymówki co do ubrań nie posiadam, ale może już wkrótce. Mamy z Alienem za sobą 19 tygodni, a jemu dobrze w moim płaskim brzuszku, no cóż w końcu rozmiar nie gra roli.

W związku z tym, że mamy połowę miesiąca i połowę pensji (optymistyczna wersja), postanowiłam oddać się innym "pasjom". Poznałam fajnego szczura, uwielbia pochłaniać książki i ma niesamowitą osobowość. "Firmin" został poczęty przez uroczego staruszka o imieniu Sam Savage, przyznam że jak na pierwszą powieść, to jestem pod ogromnym wrażeniem. Książkę pochłania się jak ciastko z kremem, szybko ale z chwilą na delektowanie.

środa, 27 maja 2009

Błogo-sławiony stan

Przyłączam się do opinii mojej przyjaciółki, że to facet musiał wpaść na genialny pomysł, aby CIĄŻE nazwać BŁOGOSŁAWIONYM STANEM. Czysty kretynizm i złośliwość, po prostu męska natura. Jaki błogosławiony?! To czyste przekleństwo, a to co wg. pobożnych leży pod sercem, leży mi na żołądku i co rano zwraca mi się z nawiązką. Nie żebym uczuć nie miała, ale od matczynej miłości to na razie jestem daleka, bo mdłości to nie poranne ale całodzienne, a endorfiny to chyba mają mnie głęboko w poważaniu.

piątek, 21 listopada 2008

Kobieta

Kobieta rodzi się "n" razy. Pierwszy raz gdy najcudowniejsza kobieta jaką zna, wydaje na świat poza nią, kilka...dziesiąt obraźliwych słów w kierunku sprawcy całego zamieszania ...ojca. A później jest już z górki, pierwsza szminka, pierwsze buty na obcasie...lepiej zabrzmiałoby szpilki....ale która w wieku 10 lat zakłada szpilki? Kolejny raz gdy syn sąsiadów skrada całusa, gdy ona idzie na bal kończący 8 klasę, na 100-dniówkę, gdy idzie na studia, do pracy...gdy dostaje wymarzoną podwyżkę. Kobietą rodzi się gdy zostaje żoną, matką, być może po drodze kochanką, a nawet gdy właścicielką psa...choć to może wydać się niektórym dziwne. To sprawia, że życie te "n" razy częściej staje się na chwilę ciekawsze.